12 mar
Cisza!!! Czyli jak wygrać z rozgadanym audytorium
Kategorie: kryzysowe sytuacje, warsztat mówcy Autor: Robert Ważyński 2 komentarzyCISZA!!! Tak chciałem krzyknąć kilka dni temu, gdy prowadziłem prezentację dla trzydziestu polonistek w Świeciu nad Wisłą (woj. kujawsko-pomorskie). Na szczęście w porę się opanowałem ale było naprawdę blisko…
Moje prezentacje trwają około 20 minut. Tym razem mówiłem a raczej starałem się mówić przez bite pół godziny. Dlaczego tak długo? Bo panie tak rozmawiały, że co kilka minut musiałem przerywać. A wszyscy wiemy, że przerywanie jest bardzo stresujące.
Być może zastanawiasz się dlaczego ludzie rozmawiają w czasie prezentacji. Powody mogą być różne: od przyczyn towarzyskich (dawno nie widzieliśmy się i trzeba omówić „co tam u Ciebie” po fakt, że prowadzący przynudza. Gdyby zebrać te powody pewnie byłoby wszystkiego po trochu.
Moje prezentacje dla nauczycieli połączone ze szkoleniem merytorycznym z danego tematu mają jeszcze jedna cechę prowokującą do gadania. Są darmowe.
Wszyscy wiemy – jak coś jest za darmo to mało kto to szanuje. I ta zasada sprawdza się na moich spotkaniach. Nauczycielki gadają jak szalone nie przejmując się niczym. Nie zmienia to faktu, że trzeba sobie jakoś z tym problemem poradzić.
Co zrobiłem w Świeciu?
Poradziłem sobie stosując jedną metodę. Mam ich kilka na takie rozgadane towarzystwo, ale tym razem postanowiłem sprawdzić czy używając tylko jednego sposobu uda mi się uciszyć rozbawione nauczycielki.
Zatem wróćmy do rozgadanej sali a konkretnie pięciu pań, których rozmowa wyraźnie dominowała nad pogawędkami pozostałej części uczestniczek i niestety nad moją prezentacją.
Rozpoczynając prezentację powiedziałem: „To zaczynamy, dobrze? Bardzo proszę o ciszę”. Jak się domyślasz – zero reakcji. Zrobiłem wtedy pierwsza pauzę, czekając aż towarzystwo się uspokoi.
Rzeczywiści zrobiło się nieco ciszej zatem kontynuowałem. Z każdym moim słowem, hałas w sali narastał. Gdy przestałem słyszeć to co mówię, znowu przerwałem. Zamilkłem na jakieś pół minuty. Dopiero po tym czasie panie zorientowały się, że coś jest „nie halo”. Kilka z nich uśmiechnęło się ze zrozumieniem (tak mi się zdawało).
No to ja dalej swoje. Za 5 minut znowu hałas – ale tym razem na placu boju pozostało kilka pań i ja. To ja znowu przerywam, to one milkną. To ja zaczynam znowu mówić, to one też. Nie uwierzycie ale taki scenariusz powtórzył się sześć razy!
Moja ostatnia pauza trwało chyba minutę. Stałem na środku sali i milczałem delikatnie się uśmiechając. Starałem się tym łagodnym uśmiechem powiedzieć „ja mam czas, poczekam” a w domyśle „to Wy się śpieszycie do swoich domów, mężów, klasówek i obiadów. Będziecie gadać, później skończymy”
Nie wiem czy złapałem telepatycznie łączność z rozgadanymi paniami ale w końcu zamilkły. Nie zwracałem im uwagi, nie prosiłem o spokój, nie denerwowałem się. Po prostu przerywałem prezentację i milczałem.
Kilka uwag, które mogą Ci się przydać w takiej sytuacji:
1. Gdy widzowie hałasują, nie staraj się mówić coraz głośniej. Da to efekt przeciwny do zamierzonego – im głośniej będziesz mówić, tym ludzie głośniej będą rozmawiać. Po pierwsze dlatego, że Ty sam dajesz im alibi mówiąc podniesionym głosem. Po drugie zagłuszasz ich i są zmuszeni głośniej mówić.
2. Nie powtarzaj kilka razy błagalnym tonem „Bardzo Państwa proszę o ciszę”. Jak raz Cię nie posłuchali to nie posłuchają i drugi. Lepiej już zażartuj np. tak jak ja: „Jestem dużym facetem 100 kilo wagi, ponad 180 cm wzrostu ale nie dam rady Państwa przekrzyczeć”. Gdy jesteś filigranową kobietką możesz powiedzieć „A miałam zabrać ze sobą mikrofon i głośniki, wtedy miałabym z Wami równe szanse!”
Ludzie chętniej dostosują się do sugestii przekazanej w zabawny sposób niż do polecenia wydanego lodowatym głosem.
3. Gdy będziesz kończyć prezentację z cichą salą (uciszoną wcześniej) podziękuj audytorium za to, że dostosowało się do Twojej prośby: „Bardzo Państwu dziękuję za wysłuchanie mnie. Tak naprawdę to dziękują moje strony głosowe oraz…. laryngolog z mojej przychodni :-]”
Share on FacebookRelated posts:







Hmmm, nauczycielki zachowują się jak uczniowie na ich lekcjach – są niezdyscyplinowane i rozgadane? Ciekawe czy i jak reagują na nieuwagę uczniów na swoich lekcjach..
Myślę, że takie zachowanie wynika po części z faktu, że nasze szkolenia są darmowe i duża grupa nauczycieli traktuje je jako okazję do spotkań towarzyskich.
Po drugie, nauczyciele odreagowują stresy swojej codziennej pracy zachowując się na moich szkoleniach jak ich uczniowie na lekcjach :)
Ja mam synów w czwartej klasie szkoły podstawowej i wiem co to oznacza – pracować a raczej walczyć z trzydziestką dzieciaków.
Nie ma szans aby nie odreagować tego później na takim szkoleniu jak moje!
Często bywam też w szkołach z racji moich obowiązków zawodowych – pracuję w końcu w wydawnictwie oświatowym i widzę jak zachowują się dzieciaki i młodzież.